|
Licencja albo wolny wybór
Autor: Sławomir Staszak
Opublikowal: Sławomir Staszak

2010-02-02 18:02:17
Na przykład mój znajomy, od 10 lat kupuje codziennie mleko od tego samego rolnika, który objeżdża swoim maluchem okolicę i sprzedaje niebadany laboratoryjnie towar prosto z kanki- Nielegalnie oczywiście, bo inaczej się w Polsce nie da. Gdyby musiał spełnić wszystkie absurdalne procedury, prędzej umarłby z głodu, niż sprzedał zgodnie z prawem litr mleka... Nikt się nie zatruł, wszyscy są zadowoleni, bo mają pełnowartościowe mleko za dobrą cenę, które- w przeciwieństwie do tego dostępnego w sklepie- ma dodatkowo tą rzadko spotykaną zaletę, że potrafi się zsiąść. Takich mleczarzy jest w kraju bardzo dużo. A największym ich wrogiem nie są wcale bakterie, tylko ludzie z rozmaitych pasożytniczych i nikomu niepotrzebnych urzędów, próbujący na siłę chronić nas przed rozdmuchanymi do przesady i wyimaginowanymi zagrożeniami.
Ci urzędnicy zachowują się często tak, jakby bez ich pomocy nie mogło istnieć życie. Mają wysokie mniemanie o swojej pracy i uważają ją za pożyteczną. Nie wiedzą biedacy, jak bardzo się mylą sądząc, że bez ich pomocy, ludzie nie są w stanie właściwie kierować swoim życiem. Nie rozumieją przy tym, że to co jest ważne dla Kowalskiego, wcale nie musi takie być dla Nowaka, albo znajduje się niżej w jego systemie wartości. Odrzucają światopogląd, w którym człowiek, mocą swojego prawa do wolności, może podejmować takie decyzje dotyczące jego samego, które oni oceniają jako niekorzystne.
Rząd w swojej bezczelności, odważył się podnieść swoje ohydne macki na wartość, w którą wyposażył nas sam Bóg. Dlatego nasza wolna wola, wolny wybór został zastąpiony kosztownym wolnym(swobodnym) wyborem rządu, samorządów i pracującej dla nich całej armii urzędników. To nie my, lecz oni teraz decydują, co jest dla nas dobre.
Jak by tego było mało, nasza niemiłosiernie nam panująca władza, scedowała część naszej wolności na niektórych prywatnych przedsiębiorców, zrzeszonych w różnych zawodowych korporacjach. Oni nieoficjalnie dokonują dalszej rzezi naszej wolności, oficjalnie mówiąc, że robią to dla naszego dobra... Dla tego naszego (w ich mniemaniu) dobra, atakują oni teraz zaciekle, przygotowywany w Ministerstwie Gospodarki projekt ustawy o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, przewidujący zniesienie wielu licencji, zezwoleń i wpisów do rejestru działalności regulowanej.
Mam wielu kolegów, którzy byli przeciwko licencjom na pośrednictwo w obrocie nieruchomościami (rozsądnie to argumentując), ale wszyscy zmienili zdanie, gdy tą licencję uzyskali. Istnieje zasada: "Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie" - Dlatego podczas pracy nad ustawą, dotyczącą likwidacji wymogu posiadania licencji w tej dziedzinie usług, w żadnym wypadku nie powinno się zasięgać opinii ludzi z branży, gdyż oni są zainteresowani, aby ograniczenia do zawodu były. Ich głosy powinno się zupełnie ignorować. Należy pozbawić ich wszelkiej nadziei na to, że ich opinia zostanie wysłuchana.
Najczęstszym argumentem za utrzymaniem licencji, wysuwanym przez ludzi z tego środowiska, jest to, że taki przykładowy Pan Rysio po zawodówce, nie mający odpowiedniej wiedzy na temat rynku nieruchomości, bez kierunkowego wykształcenia i praktyki, będzie prowadził biuro nieruchomości i o zgrozo, samodzielnie sprawdzał stan prawny nieruchomości i przygotowywał dla swoich klientów jakieś umowy. Twierdzą, że ten to dopiero narozrabia- Otóż takie i podobne twierdzenia, to nawet nie gruba przesada, to po prostu żałosna próba obrony koryta.
Pan Rysio niczego poważnego nie nawywija, jeśli będzie sumiennie robił wyłącznie to, co potrafi. Na przykład. ograniczy się tylko do sprzedaży adresów- A dlaczego nie mógłby tego robić?- Nie ma w tej działalności nic nadzwyczajnego, ani niemoralnego. Jeśli dwoje dorosłych ludzi zawiera zgodnie z własnej nieprzymuszonej woli taką właśnie umowę, to rządowi nic do tego. Jeśli Pan Rysio nie będzie się czuł na siłach robić cokolwiek ponad zwykłe pośrednictwo (kojarzenie stron), bez świadczenia fachowej pomocy w przygotowywaniu umowy sprzedaży, to na tym poprzestanie. Jeśli natomiast będzie bardziej ambitny, to się douczy i będzie samodzielnie pisał różnego rodzaju umowy, albo zatrudni lub podejmie współpracę z kimś, kto potrafi to robić. Pozwólmy ludziom działać, a oni będą robić w zasadzie to co potrafią. Oczywiście będą zdarzać się błędy, oszustwa, zaniedbania, ale teraz też się zdarzają. Będzie ich więcej?- Zapewne nie więcej niż zdarza się teraz wśród pośredników licencjonowanych, czy w innych branżach- Mało kto chyba nie słyszał o pomyłkach w zawodach prawniczych... A lekarze?- Niektórym z nich, mimo wielu lat nauki i praktyki, zdarza się zostawić w ciele pacjenta gazik i... co trudno sobie wyobrazić... narzędzie chirurgiczne... To nie znaczy, że dałbym się zoperować np. swojej babci, ale sądzę, że jeśli podczas wojny byłaby zmuszona wyjmować ludziom z brzucha kule, prawdopodobieństwo tego, że zostawi coś w środku i zaszyje, uważam za nie bardziej prawdopodobne, niż to, że zrobi to jakiś dyplomowany lekarz. Gorzej byłoby, gdyby moja babcia wzięła się za leczenie ludzi. Tutaj w statystykach wypadłaby gorzej, więc ponieważ była rozsądna, nie została znachorem... Nie została znachorem nie dlatego, że nie miała jakiegoś dyplomu, tylko dlatego, że nie miała wiedzy.
A czy nie ma partaczy z dyplomami?- Czyż nie ma profesorów ignorantów, których cała praca zawodowa to jeden wielki pic na wodę fotomontaż.
Znam przypadek lekarza, który nowotwór płuc „leczył” przez kilka miesięcy, jako chorobę serca. I dalej by tak leczył, gdyby jego pacjent nie wymusił na nim w końcu ... prześwietlenia płuc. To nawet nie jest brak wiedzy- Raczej brak zdrowego rozsądku.
Czyż nie zdarzają się tacy prawnicy, którzy manipulując swoimi klientami, wyciągają od nich większe lub mniejsze pieniądze za prowadzenie sprawy na tyle prostej, że mogliby to z powodzeniem sami robić bez pomocy adwokata?- To nie jest brak wiedzy, tylko zwykła nieprzyzwoitość, przed którą nie uchroni żadna prewencyjno administracyjna selekcja kandydatów do zawodu. Tak naprawdę nic nie jest w stanie zabezpieczyć nas przed podjęciem współpracy z niesolidnym lub nieuczciwym pośrednikiem czy adwokatem. Możemy jednak to ryzyko ograniczyć do znośnych rozmiarów poprzez wprowadzenie wolnej konkurencji i odpowiedzialności za swoje czyny - A odpowiedzialność to nie prewencja- No bo jak można odpowiadać za coś, czego się jeszcze nie zrobiło?- Prewencję stosuje się zazwyczaj wobec dzieci i niewolników. Człowiek wolny nie jest dręczony przez Policję i ciągany po sądach, dopóki nie naruszy wolności innej osoby lub jej nie skrzywdzi..
Poza tym nie sądzę, aby Pan Rysio, bardziej niż pośrednicy licencjonowani lubił oglądać świat zza krat, lub płacić odszkodowania z własnego majątku- Będzie musiał się ubezpieczyć?- Kiedyś w USA pewien lekarz wywiesił na drzwiach swojego gabinetu tabliczkę: JESTEM BEZPIECZNY, GDYŻ NIE JESTEM UBEZPIECZONY- Pan Rysio też będzie pracował rzetelniej, gdy w razie błędu będzie musiał pokryć szkodę z własnej kieszeni- Nie będzie go stać?- No to będzie musiał długo na kogoś pracować- I świadomość takich konsekwencji spowoduje, że tacy nieubezpieczeni i niedouczeni Panowie Ryszardzi będą popełniali statystycznie mniej błędów niż ubezpieczeni i wykształceni pośrednicy. Jestem tego pewien, bo tak uczy historia... Jakość usług zawsze, powtarzam zawsze jest największa wtedy, gdy istnieje wolny rynek. A wolny rynek polega na tym, że Pan Rysio mając ukończone tylko cztery klasy szkoły podstawowej może bez zgody urzędnika zajmować się pośrednictwem w obrocie nieruchomościami, ale za skutki swoich działań, za skutki swoich zaniedbań i błędów ponosi ODPOWIEDZIALNOŚĆ, gdyż wolność zawsze łączy się z odpowiedzialnością.
Jeśli będzie w swojej pracy zachowywał odpowiednią ostrożność, nie będzie wchodził do zbyt głębokiej dla siebie wody, nie utonie, lecz będzie czerpał przyjemność z kąpieli. Jeśli natomiast wejdzie na nieznane sobie głębiny, to straci pod nogami grunt i źle skończy...
Zresztą to samo dotyczy niektórych obecnych licencjonowanych pośredników, którzy biorą się przy wykonywaniu swojej pracy za rzeczy, o których nie mają pojęcia, a tylko coś w większym lub mniejszym stopniu im świta. Takie rzeczy zdarzają się i będą się zdarzać, choćbyśmy coraz bardziej ograniczali dostęp do zawodu i udoskonalali system przyznawania licencji. Jednak w warunkach braku wolnej konkurencji, patologie występować będą częściej, bo stanu w jakim znajduje się kręgosłup moralny kandydata do wykonywania określonego zawodu, ani stopnia rzetelności podejścia do wykonywanej pracy, nie da się zbadać za pomocą jakiegokolwiek egzaminu. To, że ktoś wyuczy się na pamięć tzw. standardów zawodowych, po to, aby uzyskać dostęp do zawodu, nie znaczy, że będzie je stosował w praktyce.
Nie reglamentacja, lecz wolny rynek jest w stanie wynieść jakość usług na odpowiednio wysoki poziom w ramach określonej ceny. I tylko wolny rynek ze wszystkich innych istniejących teraz lub w przeszłości systemów, jest w stanie zapewnić nam najniższą cenę za określoną jakość- W takich warunkach, każdy znajdzie coś dla siebie i na swoją kieszeń, gdyż wachlarz zakresu świadczonych usług jest bardzo rozpięty. Niska jakość usług też przecież może być i często jest do zaakceptowania przez konsumentów. Tego typu usługi są potrzebne, pożyteczne i dopuszczalne pod warunkiem, że obie strony umowy je akceptują, mocą swojego wolnego wyboru. Skąd wiemy, że są potrzebne?- Gdyby było inaczej, nie byłoby na nie popytu. A dlaczego powinny być legalne?- Ponieważ nie naruszają wolności i własności osób trzecich. Dotyczą wyłącznie tych, którzy umowę między sobą zawierają- Co w takim razie ma robić rząd?- Po prostu chronić wolność i własność obywateli- A rząd, który narusza zasadę wolności zawierania umów, czyli ingeruje w prywatne, dobrowolnie zawarte kontrakty, robi zupełnie coś przeciwnego. Nie stoi na straży naszej wolności, lecz ją narusza, ustanawiając się naszym panem i władcą, który reglamentuje nam możliwość wyboru, według własnego uznania.
Nie jest chyba trudne do zrozumienia to, że jeśli ktoś byłby w Polsce monopolistą na rynku sprzedaży chleba, to wystarczyłoby, aby sprzedawał jakiś chleb- Jakiś chleb zupełnie by wystarczył. Natomiast jeśli pojawiłby się drugi czy trzeci gracz, to... miałby pokusę zawrzeć z nimi zmowę co do jakości i ceny chleba. Gdyby do rynku zostało dopuszczonych powiedzmy 100 graczy, to żeby nad nimi zapanować należałoby ich pod przymusem zrzeszyć w jakimś związku i narzucić siłą między innymi określone tzw. standardy zawodowe i regulaminy, które w swojej obszerności „przemycałyby” pod inną postacią wszystko to, co dałoby się „uratować” z istniejącej wcześniej między trzema podmiotami zmowy. Następnym krokiem byłby np. przymus zdobywania uprawnień do wykonywania zawodu. Przy takiej liczbie podmiotów, konkurencja wymusiłaby jednak większą jakość chleba i niższe ceny, gdyż „Imperatorzy” nie byliby już w stanie bez zgody rządu, kontrolować całości rynku- Ryzyko ujawnienia procederu byłoby zbyt duże. Z tego powodu aktywność na tym polu zostałaby ograniczona do tego, co jest prawnie możliwe, czyli do dalszego lobbowania za jeszcze większymi utrudnieniami w dostępie do zawodu sprzedawcy chleba i do rozwijania wewnątrzzwiązkowego prawa, w postaci różnych regulaminów, standardów, obowiązków itp., których nieprzestrzeganie wiązałoby się z negatywnymi konsekwencjami... A w mediach przystojni licencjonowani przedstawiciele zawodu urzekaliby kobiety tym, jak bardzo dbają o dobro konsumentów uwalniając ich od samodzielnego podejmowania decyzji.
Mnie jednak taki system nie odpowiada. Jako klient i człowiek wolny chcę sam podejmować decyzję, czy korzystać z usług pośredników- fachowców czy tańszych niedouczonych "sprzedawców adresów", takich jak Pan Rysiu. Jeśli nie mogę tego robić, to nie jestem człowiekiem wolnym lecz niewolnikiem uzależnionym od swojego pana, jakim jest państwo- niańka, które „lepiej” ode mnie wie, co jest dla mnie dobre.
Co jest złego w tym, że rząd powstrzymuje mnie przed podejmowaniem określonych decyzji, jeśli uzna, że mogę ponieść szkodę?- Ktoś mógłby powiedzieć, że nie będę człowiekiem wolnym, ale za to, nie będę musiał przejmować się takimi „drobiazgami” jak np. czytanie umów przed podpisaniem, gdyż mój pan zatroszczy się o to, aby była ona zgodna ze wzorem zatwierdzonym w odpowiednim ministerstwie... A w ogóle to przyjemnie być całe życie beztroskim, nieodpowiedzialnym dorosłym dzieckiem, któremu rząd aż do usranej śmierci, prewencyjnie usuwa spod nóg przeszkody, wmówiwszy mu za młodu w reżymowym przedszkolu i szkole, że te klapki zasłaniające horyzont, które nosi na oczach, są przyrośnięte do twarzy i nie sposób ich usunąć- No i co w tym złego?- Jeśli uważasz, że nie ma w tym nic złego, to pomyśl, że jeśli rząd ma prawo, kierując się wyłącznie własnym rozeznaniem, wiedzą i moralnością, samodzielnie podejmować za ciebie korzystne decyzje, to znaczy, że to samo prawo daje mu możliwość podejmowania decyzji dla ciebie niekorzystnych. No chyba, że wierzysz w państwo jako instytucję moralnie doskonałą i nieomylną, która cokolwiek ustanowi, to i tak będzie dobrze- Sami sobie proszę odpowiedzcie, jakie są i będą tego konsekwencje.
A temu, kto potrzebuje mieć nad sobą pana, dajmy taką możliwość. Niech sobie wybierze kogoś i podpisze z nim stosowną umowę, na mocy której- odpłatnie lub nie, jako ktoś w rodzaju opiekuna prawnego, kuratora, czy superniani- będzie on dbał o jego interesy tak długo, jak przewiduje umowa, i tak dobrze jak potrafi.
Aby dodać nowy komentarz musisz się zalogować
Jeśli jeszcze nie masz konta
zarejestruj się!
| Najnowsze wiadomosci
Skazani na urawniłowkę? Państwo, które pozwala, by tak traktowano zmarłego prezydenta i 95 osób należących do jego ścisłej elity, by w ten sposób prowadzone było śledztwo, pokazuje wszem wobec swoją bezsilność. To nie pozostanie bez konsekwencji. A przyzwolenie społeczne na tuszowanie sprawy przez rządzących wskazuje na brak wśród Polaków poczucia odpowiedzialności za państwo i brak poczucia narodowej godności. To, że ci rządzący nami politycy nie mają honoru, już wiemy. Pytanie, czy honor mają jeszcze Polacy?
Podatek od rybek akwariowych Hodowla rybek akwariowych może zostać opodatkowana - podaje "Dziennik Gazeta Prawna".
Zwykle domowe akwarium z gupikami, mieczykami czy glonojadami to ciekawe hobby. Jednak hodowla takich samych rybek w dużym zbiorniku może skończyć się opodatkowaniem - jak przy prowadzeniu działalności gospodarczej.
Unia Europejska chce nałożyć własne podatki We wrześniu Janusz Lewandowski przedstawi kalkulacje związane z różnymi formami danin i podatków, jakie płacą do wspólnej kasy kraje członkowskie.
Wyłączanie systemu opatentowane… Paranoi patentowej ciąg dalszy – Microsoft opatentował wyłączanie systemu operacyjnego.
Polska odciąży inne kraje - przyjmie więcej imigrantów Polska chce pomóc najbardziej obleganym przez imigrantów krajom Unii Europejskiej i razem m.in. z Francją, Wielką Brytanią, Niemcami, Słowacją oraz Słowenią weźmie udział w unijnym programie relokacji imigrantów - informuje "Metro".
Francja proponuje uregulowanie unijnego rynku surowców Francja wysłała do Komisji Europejskiej szczegółową propozycję w której wzywa do podjęcia wspólnych działań na rzecz uregulowania coraz bardziej niestabilnych rynków surowcowych, zanim kraje ten obejmie przewodnictwo w Grupie 20 potęg gospodarczych, powiedzieli ministerialni urzędnicy.
Gleba, na której rodzi się faszyzm Zastanawiające, jaką nienawiść w człowieku może budzić wolność innych ludzi. „Gazeta Wyborcza” zamieściła relację z akcji łódzkiej straży miejskiej, która usiłowała przegonić z ulicy handlujące tam z „pudełek” osoby, próbując zabierać im siłą towar (ciekawe na podstawie jakiego prawa?). Akcja zakończyła się niepowodzeniem. Pod relacją znajdują się komentarze czytelników. W większości agresywnie i chamsko atakujące handlarzy.
Niemiecki naród na drodze do samolikwidacji Niemiecki naród się kurczy, a społeczeństwo przechodzi jakościowe i kulturowe zmiany w związku z imigracją z krajów muzułmańskich - ocenił członek zarządu Bundesbanku, socjaldemokrata Thilo Sarrazin, prezentując w poniedziałek w Berlinie swą najnowszą książkę.
Place zabaw w kolorach PO W ramach programu "Radosna szkoła" rząd płaci połowę za place zabaw, ale tylko wtedy, jeśli będą z pomarańczowej gumy. Pomarańczowo-granatowe place zabaw mają powstać w 14 tys. podstawówek.
Arma cano - pars nona A więc jednak nie działa?
Szok, prawda? W państwach totalitarnych, gdzie obywatel nie ma prawa się bronić, szaleńcy też urządzają rzezie.
Paranoja sięgnęła zenitu "To pewnie bomba" - zażartował na lotnisku w Rostocku jeden z Niemców, gdy podczas kontroli osobistej, przez którą przechodził włączył się sygnał bramki kontrolnej. Na lotnisku od razu ogłoszono alarm.
Totalna inwigilacja w Meksyku? Pamiętacie Raport Mniejszości, gdzie skanery rozpoznawały w miejscach publicznych ludzi, by wyświetlać im na billboardach spersonalizowane reklamy? Podobnie ma być w Meksyku. Bo ponoć powszechne skanowanie w miejscach publicznych tęczówek ma służyć nie tylko “bezpieczeństwu”, ale i “wygodzie”. Żegnaj 2010, witaj 1984?
Polska donosem stoi Do skarbówki wpływa rekordowa liczba informacji od "życzliwych" - zauważa "Rzeczpospolita". Najczęściej informują o przekrętach podatkowych sąsiadów, byłych małżonków i pracodawców lub konkurencyjnych firm.
Administracja rośnie jak na drożdżach Rząd planuje w ramach pakietu oszczędnościowego zamrożenie płac w sferze budżetowej, ale to nie wystarczy, jeśli nie ograniczy się wzrostu zatrudnienia. W ubiegłym roku przybyło ponad 40 tys. urzędników, z czego ponad 24 tys. w administracji samorządowej i prawie 16 tys. w państwowej.
Słowacja zamierza iść w ślady Singapuru w wojnie z biurokracją Słowacki minister gospodarki oraz były dyrektor agencji reklamowej, Juraj Miškov, zamierza zlikwidować biurokratyczne ograniczenia i złagodzić przepisy prawa pracy, by zachęcić do inwestycji w kraju, który, jak twierdzi, może się stać Singapurem Europy Wschodniej.
Nawet 2600 zł grzywny za sprzedaż "na zeszyt"! - Aby żyło się lepiej! Sprzedaż "na zeszyt" to powszechna praktyka handlowa, szczególnie w niewielkich miejscowościach lub wśród dobrze znających się osiedlowych społeczności. Udzielając klientom kredytu właściciele ryzykują jednak więcej niż tylko niespłacony dług - fiskus może nałożyć na nich mandat nawet do 2600 zł.
Chodź, pomaluj mój świat… urzędniku W chwili, gdy to piszę, 91% osób biorących udział w ankiecie na stronach „Gazety Wyborczej” opowiada się za zabranianiem stawiania reklam na prywatnych posesjach, „bo to szpeci przestrzeń”.
Ratusz miał oszczędzać, a zatrudnił 1,5 tys. nowych osób Pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz zatrudnienie w ratuszu wzrosło o 1,5 tys. osób. W dobie kryzysu trzeba na gwałt szukać oszczędności, ale burmistrzowie nie przewidują redukcji zatrudnienia
Ziobro idzie po władzę
Zbigniew Ziobro wyraża się jasno ("Te wybory można było wygrać", "Rzeczpospolita", 14 sierpnia 2010): "Jarosław Kaczyński mógł wygrać lewą ręką, gdyby w starciu z Komorowskim mówił o tragedii smoleńskiej i atakował PO za powódź, a nie przemawiał głosem baranka prowadzonego na rzeź przez wiadome siły".
UPR odpowiada na apel posła PiS Ostatnio poseł partii Populizm i Socjalizm, pan Artur Górski zaapelował* do organizacji pozaparlamentarnych o powołanie Ruchu Obrony Podatników. My – członkowie Unii Polityki Realnej – tworzymy taki ruch od wielu lat, działając konsekwentnie na rzecz obniżenia danin publicznych.
|